Nagranie „na setkę” wokalu z elektrycznym pianinem

Czy da się w domowym studiu nagrać przyzwoitej jakości demo duetu „piano + vocal”? Do odważnych świat należy, zatem wraz zaprzyjaźnionymi muzykami przystąpiliśmy do testów.

Ze względu na rodzaj wykonywanego przez nich repertuaru zdecydowaliśmy się na nagranie „na setkę” wokalu z elektrycznym pianinem. Chodziło o to, żeby zachować klimat żywego grania z jego wszystkimi wadami i zaletami. Ponieważ przyzwyczaiłem się do korzystania z możliwości „cięcia i gięcia” nagrywanych osobno śladów stanowiło to dla mnie dość duże wyzwanie. Dlatego nie uniknąłem paru błędów, których Wy możecie sobie zaoszczędzić.

Zapewnienie wystarczającej przestrzeni dla muzyków

Już sam etap planowania powinien był przebiegać zupełnie inaczej niż zazwyczaj. Z reguły pracuję w studiu sam lub w towarzystwie jednego muzyka. Przygotowując się do tego nagrania przezornie posprzątałem i usunąłem ze studia zbędne graty. Dzięki temu wygospodarowałem więcej przestrzeni dla dodatkowej osoby. To oczywiście, niezależnie od okoliczności, był bardzo dobry ruch. Zupełnie jednak nie przewidziałem, że tym razem pianista pojawi się w studiu własnym taboretem i klawiaturą. Do tej pory zawsze nagrywaliśmy pianina na moim Rolandzie Fantom X8. O Numa Stage Piano, na którym gra Andriej, pisałem tutaj.

Wniosek: żywe granie wymaga znacznie więcej miejsca! Może wydawać się banalny, ale dla takich jak ja hobbistów wart zapamiętania.

Pianino elektryczne zajmuje sporo miejsca

Nigdy nie za wiele kabli i przejściówek

Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że najwięcej czasu zajęły nam kombinacje, związane z rozmieszczeniem obydwojga muzyków w odpowiedniej odległości. Naszym celem było maksymalne odizolowanie akustyczne dwóch źródeł dźwięku. Chcieliśmy maksymalnie ograniczyć dodatkowe odgłosy, towarzyszące grze na pianinie (stukot klawiszy, pedałów), które może zebrać mikrofon wokalistki.

Podczas nagrań wszyscy używaliśmy słuchawek, podpiętych do wzmacniacza Behringer HA400. Oczywiście mam odpowiednie kable, aby ustawić to pudełeczko w dowolnym miejscu studia. Ograniczeniem okazała się jednak długość przewodów w samych słuchawkach, co było dla mnie dużym zaskoczeniem. Zazwyczaj, pracując z jedną osobą, wzmacniacz słuchawkowy trzymam blisko konsolety. Wystarcza nam jeden przedłużacz słuchawkowy dla nagrywającego muzyka, który stoi na drugim końcu pomieszczenia. A tutaj niespodzianka! Potrzebne były trzy (!) przedłużacze – po jednym dla każdego z nas. Daliśmy sobie radę ratując się różnymi dziwnymi przejściówkami, których na szczęście nazbierałem nieco przez lata. Ale strata czasu niewątpliwa.

Wniosek: Kilka razy przemyśl, czy na pewno masz wystarczającą ilość kabli i przejściówek. Wyobraź sobie gdzie zamierzasz rozstawić wszystkich muzyków i czy jesteś w stanie ogarnąć wszystkie konieczne podłączenia. Pewnie i tak życie Cię zaskoczy, ale będziesz miał znacznie więcej dostępnych kombinacji.

Ograniczenie niepożądanych dźwięków tła i otoczenia

W profesjonalnym studiu nie jest to żaden problem, ale w naszym przypadku nie było tak kolorowo. Realizowaliśmy nagranie w jednym, niewielkim pomieszczeniu. Nie było więc żadnym zaskoczeniem, że mikrofon wokalistki, czuły Rode NT-2A łapał także niechciane dźwięki tła. Większość z nich udało mi się później wyciąć podczas przygotowań materiału do miksu, ale kosztowało mnie to znów trochę czasu. Dźwięki uderzeń palców pianisty o klawiaturę i akcja samych klawiszy fantastycznie wtapiają się w nagranie. Można wręcz uznać je za naturalny składnik, dodający całości efektu kameralnego wykonania na żywo. Zdecydowanie nie można jednak do tej kategorii zaliczyć bransoletek wokalistki, czy trzeszczących na pedałach sandałów pianisty.

Wniosek: Jeśli jest taka możliwość, kilka dni przed nagraniem spotkaj się z muzykami, których będziesz nagrywać. Może już wcześniej coś zwróci twoją uwagę. Ja na pewno będę wyczulony na klikające pedały sustain, połączone z konstrukcją obuwia pianisty oraz biżuterię. Wyobraźnia podpowiada dużo innych potencjalnych zagrożeń dla czystości nagrania: podzwaniającą metalową sprzączkę przy pasku do saksofonu, pierścionek stukający o mikrofon albo sąsiada, spacerującego w konkretnych godzinach, ze wściekle ujadającym psem… 😊

Mikrofon pojemnościowy bezlitośnie wychwytuje dźwięki tła i otoczenia

Liczba źródeł dźwięku a możliwości interfejsu audio

Bardzo ważnym elementem, który wymagał przemyślenia, była ograniczona liczba wejść audio w Focusrite Scarlett 2i2 Gen2 (pisałem o nim tutaj). Mój interfejs ma tylko dwa wejścia mono, tymczasem do nagrania potrzebowaliśmy dwóch dla pianina i trzeciego dla wokalistki. Jakby nie liczyć brakowało jednego mono. Na szczęście pianino elektryczne obsługuje protokół MIDI. Dzięki temu, podczas nagrania na żywo, rejestrowaliśmy w domenie audio tylko głos wokalistki, natomiast pianino zapisywało się na śladzie MIDI. Zgranie pianina z MIDI do audio odbyło się w drugim przebiegu, już po zakończeniu sesji nagraniowej z udziałem muzyków.

Zastosowana konfiguracja pozwoliła nie tylko osiągnąć cel, jakim było nagranie na żywo dwojga muzyków, ale też pozostawiła możliwość wykorzystania drugiego wejścia audio dla nagrań na żywo kolejnego muzyka: gitarzysty, basisty, czy drugiego wokalu.

Wniosek: decydując się na wybór interfejsu audio miej na uwadze skalę projektów nagraniowych, jakie chcesz realizować. Moje założenia okazały słuszne – pomieszczenie, w którym realizuję w domu nagrania, nadaje się maksymalnie do nagrań dwu-trzyosobowych zespołów i do tego celu mój interfejs audio jest wystarczający.

Podsumowanie

Pierwsze nagrania „na setkę ” robiłem będąc nastolatkiem. Używaliśmy rosyjskiej dwunastotorowej konsolety z analogowym reverbem, trzech mikrofonów i garści kabli. Przy pomocy tego prostego zestawu rejestrowaliśmy na magnetofonie szpulowym nagrania rockowych składów – perkusja, bas, gitara, klawisze i wokalista. Efekty były zaskakująco dobrej jakości!

Przez lata technologia stała się znacznie tańsza. Mamy dziś na wyciągnięcie ręki wspaniałe narzędzia do edycji, efekty i automatykę, ogromnie ułatwiające pracę i dające ogromne możliwości. Nadal jednak obowiązują te same zasady akustyki, których trzeba przestrzegać, żeby nie zepsuć materiału już na samym początku, czyli na wydawałoby się najprostszym etapie. Parafrazując Billa Clintona – „Rejestracja głupcze!”

Jak nam poszło? Oceńcie sami:

„Georgia” – live demo session
„The Nearness Of You” – live demo session
„God Bless The Child” – live demo session

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.