Dajemy z PLAYBACKU!

Na pewno zetknąłeś się nie raz z tym pojęciem. Przytoczmy prostą definicję: PLAYBACK to odtwarzanie wcześniej nagranej ścieżki dźwiękowej. Od czasu do czasu pojawia się wzmianka prasowa o tym, że ten czy inny artysta zaśpiewał na koncercie z playbacku.
– Wielkie halo! No i co z tego? – grzecznie pytam.

Dajemy z PLAYBACKU
T-shirt „DAJEMY Z PLAYBACKU” zrobiony na występ DEE FACTO na Przystanku Woodstock 2004 (kliknij w to zdjęcie)

Czy wiesz, że nawet najlepsi muzycy czasem używają playbacku? Czy akceptujesz ten fakt, czy też uważasz, że jest to oszukiwanie i drwina z publiczności, tak po prostu czasem się zdarza.

W tym artykule opowiem o playbacku: jakie są rodzaje playbacku, kiedy się go używa, w jakich sytuacjach playback jest bardzo przydatny, a w jakich – wręcz niezbędny.

A na koniec – coś dla bywalców wesel. Opowiem o puszczaniu „piosenek z dyskietki” :)

Rodzaje playbacku

Rozpocznę od wyliczanki, w której przedstawię kilka pojęć, z którymi najczęściej spotkamy się rozmawiając na temat playbacku:

  • Pełny playback – nagranie zawierające pełen akompaniament, włącznie z głosem wokalisty. Występ z pełnego playbacku oznacza tyle, że wszyscy muzycy na scenie „odgrywają teatrzyk”. Gdyby nagle wszyscy postanowili porzucić instrumenty, mikrofony i spokojnie opuścić scenę, to nie miałoby to żadnego wpływu na piosenkę, która nadal leciałaby z głośników ku uciesze publiczności.
  • Pół-playback – nagranie zawiera tylko akompaniament. Wokalista śpiewa na żywo. Czasem pół-playback pozbawiony jest też śladu jakiegoś instrumentu, np. gitary solowej, po to, aby muzyk na scenie mógł dograć te dźwięki na żywo, czyniąc brzmienie całości bardziej wiarygodnym (żywym).
  • Pół-playback odwrotny – nagranie zawiera tylko głos wokalisty. W takim układzie zespół musi zagrać swoje na żywo ale głos wokalisty leci z maszyny. Taka konfiguracja może się na przykład przydać,  jeśli ludzkość zażyczy sobie, żeby Freddie Mercury zaśpiewał koncert z okazji  okrągłej rocznicy swojej śmierci (naturalnie przy żywym akompaniamencie zespołu Queen). Nie trzeba jednak uciekać się do tak skrajnych przykładów. Pół-playback odwrotny może być bardzo przydatny również wtedy, gdy wokalista żyje i ma się dobrze, ale na przykład jest bardzo zmęczony po wczorajszej imprezie.
  • Naturalny playback – oznacza tyle, że piosenka brzmi tak samo, jak w wersji znanej z płyty danego artysty. Na dobrych płytach karaoke można spotkać naturalne pół-playbacki, czyli oryginalne wersje utworów nagrane w studiu, tyle że pozbawione ścieżki z głosem wokalisty.
  • Live playback – niektórzy artyści nagrywają specjalną wersję swojego materiału z myślą o trasie koncertowej. Wówczas rejestrują zmodyfikowane wersje utworów, różniące się od oryginału zarówno pod względem aranżacji, jak też brzmienia. Chodzi o to, aby osiągnąć efekt, jakby utwór był grany na żywo na scenie. Często  dostosowuje się również tonację utworu w taki sposób, żeby wokalista nie musiał „napinać się” na scenie wyciągając zbyt wysokie tony. Dobry Live playback na koncercie sprawi wrażenie, jakby muzycy grali na żywo.
  • Playback specjalny – jest to inteligentny sposób wykorzystania playbacku i pół-playbacku. Niektóre partie wokalista śpiewa na żywo i wtedy w tle gra tylko pół-playback. W momentach kiedy wokalista przestaje śpiewać na żywo, włącza się pełen playback. Jeśli to jest dobrze zrobione, publiczność raczej się nie połapie, które fragmenty lecą z playbacku, a które są wykonane live.

Dlaczego używa się playbacku

Powodów używania playbacku jest sporo:

  • Brak odpowiedniego sprzętu nagłośnieniowego. Każdy szanujący się zespół muzyczny ma swój Rider. Rider to dokument, w którym spisane są koncertowe wymagania techniczne zespołu. Rider powinien zawierać przynajmniej takie elementy, jak rysunek (plan) sceny i rozmieszczenie na niej wszystkich członków zespołu, ich instrumentów oraz szczegółowe wymagania dotyczące sprzętu muzycznego: szczegółową rozpiskę elementów zestawu perkusyjnego, mikrofonów, kabli, ilości i rodzaj gniazd podłączeniowych, rodzaj i rozmieszczenie odsłuchów dla poszczególnych artystów na scenie, wymagania dotyczące oświetlenia sceny itd. Przykładowy rider techniczny możesz obejrzeć na stronie zespołu Enej: „Enej rajder”.
    Jeżeli organizator koncertu nie jest w stanie spełnić wymagań danego zespołu, to można albo zrezygnować z koncertu (zapewne zespół Leszcze tak by uczynił) albo nadrobić braki sprzętu nagłośnieniowego przy pomocy pół-playbacku.
  • Słaby wokalista lub słabi muzycy. Bez komentarza, a przecież się zdarza.
  • Niedysponowany wokalista. Wokalista też człowiek – mógł stracić głos po poprzednim koncercie, może być chory lub baaardzo wyczerpany ostatnim wieczorem. Życie pisze różne scenariusze, a jeśli koncert jest już zakontraktowany, to można albo odwołać całą imprezę albo… wspomóc się playbackiem. Czasem lepsze mniejsze zło.
  • Wymagająca choreografia. Niektóre układy choreograficzne wymagają od wokalisty takiego skakania po scenie, że żadną ludzką siłą nie dałby on rady normalnie wykonać swojej piosenki.
  • Niska temperatura powietrza. Wyobraź sobie imprezę plenerową, np. koncert pod chmurką w sylwestrową noc. Na dworze trzaskający mróz -20 stopni, scena nie  wyposażona w żaden system ogrzewania, a artyści muszą wyjść, zagrać i zaśpiewać. Każdy instrument strunowy (gitara, bas, skrzypce) na takim mrozie natychmiast się rozstraja i nie ma mowy o tym, żeby w takich warunkach grać. Wokalista, który poświęci się i na takim mrozie normalnie zaśpiewa kilka piosenek, może być pewien, że zapłaci za to zapaleniem gardła albo anginą. Wówczas playback staje się jedynym ratunkiem, żeby impreza mogła się w ogóle odbyć.
  • Gatunek muzyczny wymuszający użycie maszyn. Jest szereg wykonawców, których muzyki po prostu nie da się wykonać w 100% na żywo. Na przykład DJ Skrillex, Prodigy, czy Depeche Mode. Tworzą muzykę elektroniczną i tak zmechanizowaną w swoim charakterze, że użycie arpeggiatorów, sekwencerów i różnego rodzaju automatyki na scenie jest po prostu niezbędne. Pół-playback podczas występów takich artystów (rozumiany jako odtwarzanie wielu śladów MIDI z sekwencera lub audio z systemu DAW) jest czymś oczywistym i niezbędnym, aby z taką muzyką w ogóle wyjść na scenę.
  • Względy logistyczno-organizacyjne związane z imprezą. Jeśli mamy koncert emitowany przez telewizję, gdzie co 5 minut na scenę wchodzi inny zespół, a na zmianę scenografii i wymianę artystów jest tylko kilkadziesiąt sekund, to przeważnie można się spodziewać, że zostanie zaaplikowane odwieczne i skuteczne panaceum na literę „p”, które zapewni nieskazitelny dźwięk i dobre „nagłośnienie” wszystkich artystów na scenie ;)


Wesele z dyskietki

Postanowiłem poświęcić osobny rozdział graniu wesel z dyskietki. Zagrałem trochę takich imprez (tak, czasem używam magii pół-playbacku) i opiszę moje doświadczenia. Sprawa jest, jak sądzę, raczej powszechnie wiadoma: mnóstwo (większość?) zespołów gra wesela „z dyskietki”, czyli z pół-playbacku. W dalszej części opowiem, z czym się to je.

Wbudowany sekwencer MIDI zamiast „taśmy z podkładem”

Wiele syntezatorów ma wbudowany sekwencer MIDI, za pomocą którego można odtwarzać utwory „z dyskietki” bez konieczności grania na żywo. Słowa „z dyskietki” umieściłem w cudzysłowie, ponieważ tylko starsze instrumenty korzystają faktycznie z dyskietki jako nośnika danych do zapisu i odtwarzania utworów w formacie MIDI (najczęściej były to dyskietki 3,5″ sformatowane do pojemności 720 KB lub 1,44 MB).  Współczesne instrumenty korzystają z wbudowanej pamięci flash lub zapisują dane na zewnętrznej karcie, o ile instrument wyposażono w odpowiednie gniazdo. Część zespołów posuwa się o krok dalej i puszczają podkłady w formacie mp3 z laptopa lub innego, sprzętowego odtwarzacza mp3.

Masz kasę – bierz cały zespół, jeśli nie – klawiszowca z walizką dyskietek

Z moich obserwacji wynika, że zleceniodawcy z reguły oczekują od zespołu, że zagra całą imprezę na żywo. Takie oczekiwanie jest uzasadnione, kiedy zlecenie przyjmuje zespół w pełnym składzie: z sekcją rytmiczną (perkusją i gitarą basową) i z sensownie rozbudowanym instrumentarium (np. gitarą solową, syntezatorem i jakimś instrumentem dętym). Jeśli  członkowie zespołu są multiinstrumentalistami, to zespół będzie mniej liczny (a zatem tańszy). Jednak tak, czy siak, pełen skład zawsze oznacza większe koszty. Często kończy się na negocjacjach, w wyniku których w pierwszej kolejności skład zespołu opuszcza sekcja rytmiczna, czyli znika perkusja i bas. Imprezę w skrajnym przypadku może obskoczyć nawet jeden zuch z parapetem  (instrumentem klawiszowym) i baterią dyskietek (lub laptopem z dyskiem pełnym plików MID lub, co gorsza, MP3). Dla urozmaicenia – repertuar kobiecy w wykonaniu wokalistki. W takiej sytuacji rozmowa o „graniu na żywo” jest już absurdem. A jednak zdarzają się sytuacje, gdy klient po odniesieniu „sukcesu negocjacyjnego” nadal upewnia się: – Ale nie będziecie puszczać piosenek z dyskietek? – Otóż, drogi Kliencie, jakiekolwiek nie byłyby nasze zapewnienia w tej sprawie, to owszem, będziemy. Niby jak inaczej mielibyśmy zagrać imprezę we dwie osoby?

Zespół jest w pełnym składzie, więc po co im pół-playback?!

Jeśli zespół gra w pełnym składzie, to już nic nie usprawiedliwia użycia pół-playbacku. Czyżby? Jednak nie do końca. Jest co najmniej jeszcze jeden powód, dla którego nawet zespół w pełnym składzie może zagrać niektóre utwory z lekkim „dopalaniem”.

Na weselach gra się obowiązkowo przeboje taneczne – numery, które dobrze znacie z TOP 10 w muzycznych kanałach TV. Takie kawałki opierają się przede wszystkim na dużej ilości elektroniki oraz charakterystycznych brzmieniach, które wyrzeźbiono w ciągu godzin pracy w studiu – brzmień, które stają się wizytówką i znakiem rozpoznawalnym danego utworu. Jeśli znasz numer Gangnam Style, to wiesz o czym mówię. Wyobraź sobie ten utwór „obdarty” z oryginalnych, charakterystycznych brzmień i zamiast tego zagrany przez muzyków na zwykłych instrumentach. Pewnie, że się da i może to być nawet bardzo interesujące wykonanie. Będzie miało tylko jeden feler – brzmienie inne od oryginału. Ktoś powie „kto co lubi” i będzie w tym racja, jednak moim zdaniem przewagę bierze Zasada Mamonia, która mówi, że podobają nam się te piosenki, które dobrze znamy.

Reasumując – osobiście rozumiem i akceptuję konieczność użycia (czasami!) pół-playbacku, jeżeli przedmiotem wykonania jest utwór typowo taneczny i elektroniczny. Jakąś formą kompromisu jest odtworzenie z sekwencera tylko wybranych śladów MIDI, np. elektronicznej perkusji i basu opartego o arpeggiator, bo tych elementów nie da się zagrać na żywo. Całą resztę dogrywa na żywo zespół. Jest to moim zdaniem uczciwy kompromis między spełnieniem oczekiwania gry na żywo oraz potrzebą zapewnienia dobrego brzmienia utworu.


Spektakularne wpadki z playbackiem

Playback ma wiele zalet ale posługiwanie się nim niesie ze sobą jedno poważne ryzyko. Ryzyko WPADKI :)

Jeśli masz gigantycznego pecha (tak, jak Enrique Iglesias), to trafisz na „życzliwego” realizatora dźwięku, który potajemnie zarejestruje twój głos na koncercie, podczas którego śpiewałeś z playbacku z błędnym przekonaniem, że możesz wyć jak zarzynana świnia, ponieważ nikt i tak tego nie słyszy. Wiem, to nieładnie śmiać się z ludzkiego nieszczęścia, ale w tym przypadku nie mogę się powstrzymać :P

2 przemyślenia nt. „Dajemy z PLAYBACKU!”

  1. Nie mam nic przeciwko plejbekom dobrze się ich słucha nic nie fałszuje i na wielkiej mocy brzmią jakby kapela cięła na żywo. A to, czy ktos się wygina na scenie lub tańczy i biega jest dla mnie bez znaczenia.

  2. Jakby młody Iglesias wiedział że będzie w tak bezczelny sposób nagrany to na pewno lepiej by się postarał zaśpiewać. Podobnie tez i inni wokaliści.Zadziwiające jest to każdy laik myśli że zrobienie dobrego playbacku to bułka z masłem hehee. Wielu speców na to pracuje i uwierzcie… nie jest to proste.

Dodaj komentarz