Wirtualne mikrofony i preampy studyjne – VMS Slate Digital

Kultowe syntezatory, słynne piece gitarowe, realistyczne pogłosy, kompresory, excitery, co Państwo sobie życzą – wszystko dostępne w postaci programowych wtyczek. Przywykliśmy już do wirtualizacji różnego rodzaju urządzeń w studiu muzycznym i nie robi to na nikim większego wrażenia. Wreszcie przyszedł czas na kolejny, istotny element studia nagraniowego – MIKROFON.

Virtual Microphone System firmy Slate Digital to nic innego, jak kompletny zestaw narzędzi do wirtualnego zamodelowania brzmień popularnych mikrofonów studyjnych i preampów. Rozwiązanie to zostało zaprezentowane już rok temu, na ubiegłorocznych targach NAMM 2014, jednak fakt istnienia tego pomysłu dotarł do mojej świadomości dokładnie z rocznym opóźnieniem. Cała koncepcja wydała mi się równie zaskakująca w pierwszej chwili, co oczywista po krótkim namyśle. Rzecz to na tyle nowa i tak zafascynował mnie fakt jej istnienia, że postanowiłem o tym napisać.


Zacznę od tego, że nie widziałem na żywo tego produktu. Jest on albo tak nowy albo wciąż w fazie testów i doskonalenia. Faktem jest, że VMS nie znajdziecie na oficjalnej stronie Slate Digital. Jak więc dowiedziałem się o jego istnieniu? Przypadkiem. Jako świeżo upieczony klient, cieszący się nowym nabytkiem w postaci automatu perkusyjnego Steven Slate Drums 4.0 Platinuum (patrz artykuł:”Programy perkusyjne za 500-1000 zł„), wygooglowałem go poszukując innych narzędzi tej samej firmy.

Virtual Microphone System – co wchodzi w skład zestawu

Zadaniem systemu jest wierne odtworzenie brzmienia klasycznych i popularnych w branży nagraniowej mikrofonów i preampów. W skład zestawu wchodzą:

  • Dwa neutralne brzmieniowo mikrofony: ML1 – duży mikrofon diagramowo-kondensatorowy i  ML2 – mniejszy mikrofon diagramowo-kondensatorowy. Producent tak bardzo podkreśla ich neutralność, że aż zaczynam nabierać wątpliwości ;) Nie kończyłem akustyki ale w mądrych książkach, które czytałem, mrowi się od wykresów nieliniowości mikrofonów. A zatem: mamy do czynienia z cudem? A może tylko z dobrym marketingiem? To nieważne. Liczy się tylko końcowy efekt, a ten – jak wynika z niniejszej prezentacji na Youtube – godny jest uwagi.
  • VMS ONE, czyli przedwzmacniacz i konwerter A/D. Jak podkreślił producent dużymi literami na obudowie, jest to ULTRA LINIOWY PREAMP MIKROFONOWY.
  • Wtyczki – oprogramowanie modelujące, odpowiedzialne za wierne odtworzenie brzmienia znanych mikrofonów i przedwzmacniaczy mikrofonowych. Jest to wiedza współczesnych druidów XXI wieku – inżynierów akustyków, fizyków, elektroników i informatyków – zaklęta w tajemnych algorytmach matematycznych.


Jak działa ta magia?

Zgadzam się w pełni z Terrym Pratchett’em, Jackiem Cohen’em i Ianem Stewart’em, współautorami książki „Nauka Świata Dysku”. Twierdzą oni, że elektronika i informatyka to w gruncie rzeczy nic innego, jak współczesna odmiana magii. Mało kto z nas pojmuje jakim cudem działa np. smartfon, komputer, czy Internet. A jednak nie przeszkadza nam to, aby z nich korzystać. Z łatwością przechodzimy też do porządku dziennego nad tajemnicą ich działania. To jest właśnie współczesna magia, którą po prostu akceptujemy :) Tak samo jest w przypadku VMS Slate Digital. Czary-mary i mamy do dyspozycji studyjny zestaw wirtualnych mikrofonów i preampów w jednym pudełku, za równowartość tysiąca dolarów.

Magia magią ale człowiek spałby spokojniej, gdyby chociaż uległ złudzeniu, że rozumie zasadę działania. Voila! Oto recepta Slate Digital, w dwóch punktach:

  1. Bierzemy doskonale liniowy mikrofon (dwa mikrofony) i doskonale liniowy preamp, przy pomocy których rejestrujemy sygnał audio.
  2. Przy pomocy algorytmów matematycznych (wtyczek), „barwimy” neutralny sygnał audio, nadając mu charakterystyczne brzmienie jednego z oryginalnych mikrofonów i preampów. Każdy mikrofon i preamp  ma określoną:
    1. charakterystykę częstotliwościową,
    2. harmoniczne,
    3. saturację.

Łatwizna, prawda? ;)


Entuzjastyczne podsumowanie

To jest imponujące i proste rozwiązanie! Żałuję, że sam na nie nie wpadłem. Byłoby z pewnością łatwiej, gdybym skończył drugi fakultet – elektronikę. I trzeci… informatykę… no i czwarty: inżynierię dźwięku. I jeszcze…

…OK. To wcale nie jest prosty produkt. Genialna w prostocie koncepcja, natomiast w warstwie wykonawczej – konieczność połączenia niebagatelnej wiedzy z pogranicza wielu dziedzin.

Jeżeli VMS działa tak, jak opisuje to producent (a niby czemu miałby nie działać?!), to ludzkość właśnie zalicza kolejny milowy krok w wirtualizacji studia muzycznego. Bardzo ważny jest tu czynnik finansowy – za rozsądne pieniądze właściciel studia może wyposażyć je w arsenał wirtualnych mikrofonów i preampów.

Pozostaję pod ogromnym wrażeniem owej koncepcji. Bardzo jestem jednak ciekaw opinii zawodowców. Chciałbym usłyszeć od Was, drodzy zawodowcy, czy ta magia na prawdę skutecznie już działa, czy to tylko fajny gadżet i wymaga jeszcze dopracowania do poważnych zastosowań?

3 przemyślenia nt. „Wirtualne mikrofony i preampy studyjne – VMS Slate Digital”

  1. Krańcowym celem informatyki jest to, żeby w skali globalnej tylko jeden gość miał robotę, a reszta, żeby nie musiała pracować.

  2. Z całym szacunkiem nie widzę cienia szansy powodzenia takiego pomysłu. Owszem, na oczy nie widziałem, ale widziałem i słuchałem dziesiątków innych mikrofonów czy preampów. I niestety cudów nie ma. Pewnej bariery budżetowej nie da się przeskoczyć. Owszem, są czasami okazje, całkiem często też okazuje się że dana firma każe sobie płacić głównie za swoją logówkę itp. Ale 3 – 4 tys. to jest budżet na uczciwy preamp. Z naciskiem na uczciwy, nie wybitny. A tu mamy małe pudełko, które nawet gabarytami źle rokuje. Gdzie zasilanie? Gdzie elementy preampu bardziej rozbudowanego niż tory z budżetowych mikserów? A gdzie w tym budżecie mikrofon? Software?
    Też czasami bywam optymistą. Np. lata temu moją wielką ekscytacje wzbudziła pierwsza wersja tego systemu: http://www.ikmultimedia.com/products/arc/ Wypożyczyłem od dystrybutora, sprawdziłem i cóż … Praw fizyki pan nie zmienisz, to po prostu nie działa. Mało tego, samo wpięcie plug-inu, jeszcze bez korekcji już degradowało brzmienie. Także cienko to widzę również w tym przypadku.

    Pozdrawiam!

  3. Cóż, tym samym potwierdzasz niestety przesączoną sceptycyzmem (lecz bardziej prawdopodobną) wersję rzeczywistości. Prawdopodobnie nie mamy do czynienia z cudem przekroczenia przez ludzkość barier fizyki, lecz raczej ze sprawnym marketingiem. Ech… miło jednak czasem sobie pomarzyć :P

Dodaj komentarz